„Once” - recenzja

Produkcja „Once” z 2006 roku to opowieść, w której miłość przemawia do nas językiem muzyki. Nie ma romantycznych paryskich uliczek, barwnych zachodów słońca ani hollywoodzkich willi. Jest ponury Dublin przyozdobiony kolorowymi kamienicami po to, by przykryć monotonię życia codziennego. Główną bohaterką nie jest idealna, czuła kobieta sukcesu, której do pełni szczęścia brakuje tylko prawdziwej miłości. Bohater to nie przystojny, bogaty rozwodnik pragnący zakochać się jeszcze raz. Ich spojrzenia nie spotykają się w żadnych specjalnych okolicznościach, a świat dookoła nie zwalnia. Akcja skupia się wokół pary ludzi niczym niewyróżniających się z tłumu. Widz nie ma okazji poznać ich imion. W tej historii on jest ulicznym muzykiem, któremu początkowo nikt nie wróży wielkiej kariery, a ona – czeska imigrantka – nawet nie znalazła stałego zatrudnienia. Sceneria różni się od typowych filmów romantycznych, a jednak „Once” potrafi zadowolić nawet najbardziej wrażliwego odbiorcę.

Film ukazuje rzeczywistość taką, jaka jest. Reżyser nie stara się jej upiększyć, ubarwić
ani zmienić. Sposób przedstawienia akcji pokazuje,że ta historia mogła się przydarzyć każdemu z nas.
Nie musimy być kimś szczególnym, aby w naszym życiu wydarzyło się coś szczególnego. Świat przedstawiony jest realistyczną przeciwwagą dla obrazu życia z innych, większych filmowych – głównie hollywoodzkich - produkcji, gdzie nawet przeciętni ludzie żyją z rozmachem. Tymczasem przeciętność nie jest niczym złym ani odstającym od normy.

Za reżyserię jak i scenariusz odpowiada irlandzki reżyser John Carney. Obok odtwórców głównych ról – Glena Hansarda i Markety Irglovej – Carney tojedyna znana osoba zaangażowana
w produkcję. W procesie powstawania filmu nie brali udziału profesjonalni aktorzy, lecz prawdziwi muzycy. Muzyka jestniezwykle ważnym elementem filmu,więc zatrudnienie artystów zamiast aktorów pozwoliło osiągnąć autentyzm wydarzeńoraz podkreślić to, co najistotniejsze – sposoby na przekazanie swoich uczuć i emocji poprzez sztukę.

            Utwory muzyczne autorstwa głównych bohaterównadają płynności akcji oraz przekazują to, czego bohaterowie nie mogą lub nie chcą powiedzieć wprost. Muzyka stała się czymś, co połączyło głównych bohaterów po to, żeby później ich rozdzielić.* To ona sprawiała, że dojrzeli do podjęcia stanowczych decyzji, które miały zaprowadzić ich ku szczęściu. Otworzyła przed nimi drzwi na świat i dała nadzieję.

            Uważam, że najbardziej wzruszająca jest nauka płynąca z filmu. Należy za wszelką cenę szukać nadziei oraz że wcale nie potrzeba wielkich słów ani czynów, aby przeżyć coś pięknego. Sytuacja rodzinna
i styl życia głównych bohaterów pokazuje także, że należy umieć cieszyć się z drobiazgów, a prawdziwe szczęście pochodzi od drugiego człowieka. Polecam ten film wszystkim ludziom pragnącym wreszcie usłyszeć historię, której bohaterem mógłby być każdy z nas.

*Pominęłabym to zdanie, gdybym pisała recenzję skierowaną do osób nieznających treści filmu.

Autorka: Aleksandra Zybura

2011 ZKPIG13 - „Once” - recenzja .
Powered by Joomla 1.7 Templates