„LIST Z GDAŃSKA”

„LIST Z GDAŃSKA”

Gdańsk, 1 maja 2018 r.

Chociaż się nie znamy, to i tak na początku chciałabym Ci się do czegoś przyznać – bardzo lubię wędrować. Ten niepozorny fakt jest niezwykle istotny w kontekście obserwacji, którymi pragnę się z Tobą podzielić. Uwielbiam błądzić w cieniu drzew lub wysokich budynków. Najbardziej lubię odwiedzać miejsca zagubione w czasie, a poszukując ich, nieraz sama potrafię się zgubić.

            W naszym mieście jest wiele miejsc, którepragnę ocalić od zapomnienia. Każdy z nas codziennie mija elementy tak głęboko zakorzenione w krajobrazie, że nie zwracamy na nie uwagi. Ich zniknięcie pozostałoby niezauważone. Nikt by nie protestował, nie pojawiłyby się w naszych wspomnieniach. Jednak ja uważam, że prawdziwa dusza miasta tkwi w szczegółach na co dzień przez nas pomijanych. Lubię wędrować po różnych zakątkach Gdańska i szukać miejsc, którym należy się więcej uwagi i o których nie chciałabym nigdy zapomnieć.

 

                 Kiedy ostatnio spacerowałam ulicami Wrzeszcza, zrozumiałam, jak ważna jest dbałość o szczegóły. Uważam, że Wrzeszcz Dolny jest najpiękniejszą dzielnicą naszego miasta. Niektóre jego zakątki sprawiają wrażenie, jakby zostały wycięte z innej mapy i doklejone do planu Gdańska. Przechadzając się ulicą Wyspiańskiego, stwierdziłam, że warto gdzieś skręcić w jedną z bocznych uliczek. Znalazłam się na ulicy Danusi Łatwo rozpoznać po uroczych kamieniczkach rozciągających się wzdłuż niej. To one zachęciły mnie, aby zajrzeć tam pierwszy raz. Dwa rzędy wyjątkowych kamienic wyróżniających się wśród scenerii zdominowanej przez krzywe chodniki i szyldy sklepowe. Wcześniej widywałam podobne budynki w różnych miejscach w mieście, ale nie spodziewałam się zobaczyć ich również tu. Postanowiłam przyjrzeć się im lepiej oraz sprawdzić, dokąd ta ulica prowadzi. Zastanawiałam się, jak mogą wyglądać ludzie, którzy tu mieszkają i pracują. Od razu zapragnęłam tam zamieszkać Poczułam się, jakbym przeniosła się do innych czasów, innej rzeczywistości. Idąc tak, dotarłam do skrzyżowania, poszłam prosto w kierunku ulicy Wajdeloty.

Zwróciłam uwagę na stragan mieszczący się na rogu skrzyżowania, przy którym znajdował się mały sklep. Miejsce, gdzie można kupić wszystko albo nic. Stare, wyblakłe obrazy, tanie plastikowe zabawki, książki ze strychu i inne przedmioty kruszące się pod wpływem czasu. Rzeczy od początku skazane na zapomnienie, na które mało kto spogląda i których prawie nikt nie docenia. Obdarte z wartości materialnej, ale pełne wartości sentymentalnej. Jednak to wszystko jest dziełem czyichś rąk, nieważne jak wygląda i z czego zostało wykonane. Chciałabym dotknąć każdej z tych rzeczy i przyjrzeć im się dokładnie. Jestem ciekawa, jak długo ten stragan się tam znajduje. Może za kilkadziesiąt lat, kiedy miasto będzie się rozwijać i rozbudowywać, on nadal będzie tam stał i oferował plastikowe samochodziki i dzbanki w kaszubskie wzory.

Nie mogę przestać przyglądać się kolorowym fasadom budynków i szyldom. „Zioła”, „Książki”, „Antyki”, czyli interesujące miejsca, które często omijamy, mimo że krzyczą, abyśmy tam zajrzeli i zechcieli odkryć ocalone od zapomnienia skarby.

Nie spodziewałam się, że stary Wrzeszcz skrywa tyle ciekawych zakątków. Wcześniej rzadko tam bywałam, jednak teraz przychodzę regularnie. Wędrując tymi uliczkami, czuję się, jakbym przenosiła się do innego miasta, innej rzeczywistości, innych czasów. Mam nadzieję, że gdy czytasz mój list, te wszystkie zakątki jeszcze istnieją i wciąż masz okazję je podziwiać. Napisałam ten list, ponieważ chciałam Cię przekonać, że nie można porzucać miejsc takich jak te. Należy je pielęgnować, ponieważ to im zawdzięczamy niepowtarzalny charakter naszego miasta. Powinniśmy z nadzieją patrzeć w przyszłość, ale nie zapominać, że przyszłość nie istnieje bez przeszłości. Chęć poznawania tego, co minęło, pomaga nam lepiej zrozumieć to, jacy jesteśmy obecnie.

Mieszkanka Gdańska

Wstecz

2011 ZKPIG13 - „LIST Z GDAŃSKA”.
Powered by Joomla 1.7 Templates